26 maja 2016
Nadszedł dzień, w którym trzeba podjąć ostateczną decyzję co dalej. Do tej pory odbywaliśmy „podróż
sentymentalną” po miejscach mniej lub bardziej znanych. Teraz czas, by zapuścić
się tam, gdzie jeszcze nigdy nie byliśmy... Urwać się ze smyczy ;) Po głowie
kołaczą myśli za i przeciw pokonaniu trasy, którą nazwałam sobie wcześniej totalnie
obłędnym maxem. Zaczyna się matematyka: przeliczanie długości trasy na dzienne
odcinki, ilości paliwa, potrzebnych pieniędzy, dziennego budżetu. Wychodzi mi,
że damy radę.
No to w drogę!
Międzystanową
40-tką jedziemy do Albuquerque. To jedno z miast, które od dawna bardzo chciałam
zobaczyć. Nie, nie za sprawą serialu Breaking Bad… po prostu.
Miasto nie
wyróżniałoby się w sumie niczym specjalnym, gdyby nie starówka z 1780 roku.
Mały rynek otaczają odnowione domy z suszonej cegły w stylu budownictwa
Indian Pueblo. Wszędzie mnóstwo sklepików z wyrobami indiańskimi – dużo bardzo
ładnych rzeczy, ale ceny wygórowane. Do tego warto obejrzeć przedmioty robione
przez rzemieślników pochodzenia hiszpańskiego. Kult serialu Breaking Bad też
jest obecny, jak się okaże jeszcze później nie tylko tutaj, ale w całym Nowym
Meksyku.
|
Albuquerque, New Mexico
|
| Stare miasto w Albuquerque, New Mexico |
Odpuszczamy
sobie wizytę w Santa Fe. Wiem, że kiedyś, wcześniej czy później wrócę do Nowego Meksyku, a
zależy mi na czasie i na tym, by wieczorem znaleźć się już w stanie Teksas.
Początkowo jedziemy
dalej 40-tką, ale w pewnym momencie w oczy rzuca nam się znak i kierunkowskaz
na Roswell. TE Roswell?? Patrzymy na mapę…tak! Właśnie te!!! Zamiast na wschód odbijamy
więc bardziej na południe, by dotrzeć do słynnego miejsca katastrofy UFO.
Właściwie każdy
stan w USA jest inny i jest w nim coś charakterystycznego. Nowy Meksyk jest jednym
z najsłabiej zaludnionych miejsc w USA (nie licząc Alaski). Jałowe pustynie,
wysokie temperatury, brak deszczu. W takich warunkach nawet twardziele długo
nie wytrzymują. Efektem jest duża liczba opuszczonych miasteczek i ciągnące się
kilometrami pustkowia. Sami zresztą popatrzcie.
![]() |
| Pustkowia Nowego Meksyku |
Roswell jest
znane tylko i wyłącznie z incydentu z 1947 roku, kiedy to rzekomo na jednej z
farm w pobliżu rozbił się pojazd obcych. Wersja oficjalna głosi, że był to
balon meteorologiczny, ale wszyscy dobrze wiedzą, że amerykańskie wojsko
kłamie.
Poza International
UFO Museum and Research Center, które można zwiedzać i gdzie spotykają się
corocznie badacze zjawiska UFO, miasteczko jest zwykłą, senną oazą pośród
niczego. Z tym wyjątkiem, że wszystkie miejsca użyteczności publicznej
są obwieszone wizerunkami obcych. Cóż, to jedyny dostępny chwyt marketingowy,
więc trudno się dziwić.
|
Roswell, New Mexico
|
|
Roswell - Obcy są wszędzie!
|
Z Roswell
kierujemy się znów na wschód. Im bliżej Teksasu tym więcej zieleni, nieśmiało
pojawiają się pierwsze drzewa.
Kilkadziesiąt
mil po wjeździe do Teksasu krajobraz jest już totalnie inny: czerwona ziemia
przygotowana pod zasiew, systemy nawadniające i wszędzie pracujące pompy ropy
naftowej. Coraz więcej siedzib ludzkich, bogate farmy i małe miasteczka.
![]() |
|
Okolice
Brownfield, Texas
|
Jest późne
popołudnie. Właściwie ciągle jedziemy, nie ma za bardzo gdzie się zatrzymać. Zaczynają
się zbierać burzowe chmury, które odpowiadają na moje w myślach zadane pytanie „a
skąd tu biorą wodę”. Szczęśliwie burza jest daleko przed nami, a potem skręca w
bok.
Późnym
wieczorem docieramy do Abilene oddalonego od Dallas zaledwie o 186 mil. Jestem
zadowolona, że udało się zrobić dziś taki dystans. Jeszcze tylko krótki
rekonesans po mieście w celu znalezienia dobrego miejsca na nocleg… Gdy tylko
się to udaje zaczyna padać deszcz, nadciąga porywisty wiatr a z nim burza…
potem kolejna i jeszcze kolejna i tak do samego rana.
Podsumowanie dnia:
![]() |
| Dzień: 26.05.2016 dystans: 686 mil (1105 km) |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz