24.05.2016
Budzi nas rześki, słoneczny poranek. Po zwyczajowych zakupach i
tankowaniu żegnamy Vegas. Międzystanową 15-tką kierujemy się początkowo na północny wschód do Cedar City,
małego zadbanego miasteczka w cieniu 3-tysięczników.
![]() |
| Międzystanowa 15-ka, Nevada |
![]() |
| Międzystanowa 15-ka, Nevada |
Im dalej od Vegas i im
więcej roślinności innej niż pustynna, tym bardziej uświadamiamy sobie, że w
Utah wiosna dopiero się zaczyna… na drzewach jeszcze nawet nie ma liści. Pogoda
też coraz bardziej wczesno-wiosenna, z 26°C w Vegas spada aż o 9 kresek w
Cedar. Do tego zaczyna padać deszcz.
Przed Cedar City mijamy zjazd na Zion National Park. Pogoda zdecydowanie
nie sprzyja na powtórną wizytę w tym niezwykłym miejscu, ale wstawiam kilka
zdjęć na zachętę, bo planując własną trasę z cała pewnością warto się tam
zatrzymać na kilka godzin. Wstęp do parku w 2016 roku to koszt 30 $ za
samochód.
| Temple of Sinawava |
![]() |
| Idealne miejsce na odpoczynek |
Najszybsza droga w kaniony wiedzie z Cedar City przez Long Valley… ale
trzeba przeprawić się przez góry. Tu znowu zonk – na początku drogi tablica z
informacją, że droga jest zamknięta. Przypominam sobie moment sprzed 4 lat –
wtedy też niby droga była zamknięta… pojechałam więc inną trasą zdrowo
dokładając mil. Tym razem postanawiam zaryzykować i sprawdzić czy ta tablica
mówi prawdę, a gdzieś podświadomie czuję, że nie. Powoli, górskimi serpentynami
pniemy się coraz wyżej, mijając zielone lasy iglaste i łyse jeszcze buki. W
zagłębieniach przy drodze zalega śnieg. Temperatura spada coraz bardziej, jest
już 10°C. Złośliwie myślę sobie, że jak tak dalej pójdzie to dojdzie do 3°C.
Gdy dojeżdżamy na przełęcz za Cedar Break National Monument moje myśli się sprawdzają,
a do tego jeszcze zaczyna sypać śnieg. Po chwili jest już zupełnie biało. W
tych warunkach góry nie wyglądają zbyt przyjaźnie, pragnę więc jak najszybciej
stąd się ewakuować. Za przełęczą droga zaczyna wreszcie opadać i wychodzi
słońce. Temperatura wraca do 18°C.
Zaraz za małą miejscowością Hatch rozpoczyna się jedna z najpiękniejszych
dróg jakie dane mi było kiedykolwiek widzieć – stanowa 12-ka. Ciągnie się ona
przez 123 mile i kończy w Torrey. Na jej pokonanie mamy resztę dnia.
Jadąc tą drogą nie warto się spieszyć, bo praktycznie za każdym zakrętem
kryje się jakiś niesamowity widok. Już na samym początku znajduje się prawdziwy
skarb czyli jeden z najpiękniejszych amerykańskich kanionów – Bryce Canyon.
Będąc tu 4 lata temu miejsce to olśniło mnie całkowicie i wciąż w pamięci mam
jego piękno. Tym razem więc nie wjeżdżaliśmy na teren parku narodowego,
podziwialiśmy fragment kanionu z drogi. Zamieszczam jednak zdjęcie zrobione
uprzednio, bo uważam, że poznanie tego miejsca to bezwzględna konieczność.
Wstęp do parku w 2016 roku to koszt 30 $ za samochód.
Tymczasem na drodze nr 12 podziwiamy niewiarygodną sieć kanionów,
rozpadlin i gór o bajecznych kształtach i kolorach. Zapierają dech w piersi
nawet za drugim razem i w połączeniu z klimatyczną muzyką amerykańskiego
południa dają znów niezapomniane wrażenia.
Im dalej na północ tym krajobraz staje się bardziej łagodny, pojawiają
się porośnięte lasem góry pełne mulaków pasących się przy samej drodze, zupełnie
obojętnych na naszą obecność.
Tak jak planowałam, noc spędzamy w maleńkim Torrey, gdzie oprócz kilku
moteli, kościoła i baru nie ma nic. Piękne położenie sprawia jednak, że jest to
klimatyczne miejsce i świetna baza wypadowa do pobliskiego Capitol Reef National
Park.
Dzień:
24.05.2016 dystans: 382 mile (614 km)












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz